poniedziałek, 25 listopada 2013

Stelmachowo



                        Stelmachowo znajduje się około 6 km od Tykocina, na drodze od Jeżewa do Tykocina.
W 1919 r. Szczęsny Władysław Stępczyński, inżynier rolnik  nabył folwark Zacisze od Aleksandra Kaliksta Adama hr. Rostworowskiego. 15 maja 1920 r. wydzierżawił od niego notarialnie dobra stelmachowskie na okres 12 lat. W 1928 r. sporządzono nową notarialną umowę dzierżawną, obejmującą następnych 12 lat, tj. okres 1932-1944.
Po wojnie na dobrach stelmachowskich powstał PGR.
Obecnie w Stelmachowie niewiele jest domów jednorodzinnych. Większość zabudowań w tej wsi tworzą niskie bloki - pozostałości po dawnym PGR-e, który znajdował się w budynkach po majątku dworskim.
W latach 80-tych, firma, w której pracowałem budowała te szare -  z płyt betonowych bloki.
Jeżdżąc tam na kontrolę robót zachodziłem do kierownictwa PGR-u, które miało swoje biuro w starym dworku po właścicielu dóbr   Adamie Roztworowskim.
Budynek był w bardzo złym stanie. Dach wygięty, ledwo trzymał się ścian. Wewnątrz zacieki na ścianach i wygiętym suficie. O świetności tego dworku świadczył tylko otynkowany na biało, dość okazały, oparty na czterech słupach portal.
Podkpiwałem z dyrektora i księgowego, że władze gospodarstwa gnieżdżą się w takich warunkach.
I choć księgowy ciągle narzekał na brak pieniędzy, to po pewnym czasie zaczęliśmy rozmawiać o remoncie budynku.
 Już widziałem oczyma wyobraźni pięknie odrestaurowany dworek.
Zrobiono projekt remontu. Miał on polegać na naprawie dachu, stropu, popękanych ścian i pomalowaniu całości wewnątrz i zewnątrz.
Podpisaliśmy umowę na wykonanie remontu.
I w myśl zasady praktykowanej w tych czasach – byle zacząć, a dalej jakoś się skończy ( chodziło o finanse), przystąpiliśmy do roboty.
Po ostrożnym zdjęciu pokrycia dachu okazało się, że krokwie i belki konstrukcyjne dachu są w większości spróchniałe i całą konstrukcję trzeba wymienić.
Narada z inwestorem i uzgodniliśmy wykonanie nowego dachu.
W czasie rozbiórki dachu zaczęły rozłazić się ściany budynku, spięte więźbą dachową.
Po oględzinach okazało się, że są wykonane z kamieni polnych na zaprawie glinianej i otynkowane.
A podtrzymywały je przed rozstąpieniem się zmurszałe belki stropu.
Narada z inwestorem.
Po burzliwej dyskusji przekonałem kierownictwo PGR, że ściany trzeba rozebrać, gdyż na nich nie da się postawić dachu, ani ich wyremontować. Księgowy mocno narzekał na finanse, że nie nazbiera pieniędzy na remont, ale zdecydowano o wykonaniu robót.
Poleciłem rozebrać rozwalające się ściany budynku do fundamentów z przykazaniem pozostawienia i zabezpieczenia podporami portalu wejściowego.
Po rozebraniu ścian okazało się, że stały one na ułożonych na gruncie dużych kamieniach zlepionych gliną. Na tym dobrych ścian się nie postawi.
I znowu burzliwa narada. Na której przekonałem do wzmocnienia fundamentów ściankami betonowymi i dopiero na tym odtworzenie ścian.
Po wykonaniu wzmocnienia fundamentów marzenie o pięknym odrestaurowaniu dworku się rozwiało.
Otrzymałem pismo zawiadamiające firmę o niewypłacalności PGR-u i zerwaniu umowy na roboty budowlane.
Wstrzymałem roboty, zamknąłem budowę.
I tak to już zostało.
Dziś budynki popegeerowskie przejął prywatny właściciel.
Z dawnego majątku pozostało kilka  okazałych nieużytkowanych zabudowań, oraz gruzowisko z rozebranego dworku ze stojącym wśród nich portalem wejściowym i betonowym obrysem fundamentów.